Przyczyny klęski w 1939 r.

screen-shot-2016-09-16-at-18-20-47

Sukces ma wielu ojców, a porażka jest zawsze sierotą. To stare porzekadło nie znajduje jednak zastosowania w odniesieniu do Kampanii 1939 r. Na obraz kampanii wrześniowej wpływ miało wiele czynników. Nie wszystkie jednak wystąpiły w jednej chwili, tj. 1 września; niektóre były bowiem konsekwencją innych. W poniższym artykule wyselekcjonowałem osiem, które uważam za jednakowo ważne. Ten splot niekorzystnych okoliczności wpłynął na taki a nie inny wynik kampanii. Na wstępie zaznaczę, że nie będę szukał odpowiedzenie na pytanie, czy Polska mogła wygrać. Właściwe pytanie, z którym pragnę się zmierzyć czy można było lepiej sprzedać krew żołnierza polskiego gdyż właśnie o to chodzi na wojnie.

Tematem Kampanii 1939 r. interesuje się od dwudziestu lat, dużo to i mało można powiedzieć. Niemal każdego dnia myślę o wojnie z 1939 r. Przez ten okres przeczytałem wiele książek pisanych z różnej perspektywy na temat Września 1939. Nie jest łatwo zmierzyć się z tym tematem duża część literatury jest wciąż oparta na mitach, legendach bądź propagandzie (zarówno tej niemieckiej, II RP, PRL-owskiej, III RP czy sowieckiej). Moje poglądy również ewoluowały. Przez te dwadzieścia lat reprezentowałem zarówno pogląd, iż klęska wrześniowa była skutkiem miażdżącej niemieckiej przewagi, zdrady alianckiej czy ciosu w plecy Armii Czerwonej. Każdego dnia człowiek uczy się czegoś nowego. Być może za 10 lat moje poglądy również się zmienią.

Pierwsza przesłanka klęski wrześniowej związana jest z tzw. położeniem geograficznym. II RP posiadała bowiem bardzo długą granicę z Niemcami zgoła 1912 km (po aneksji Czech i Moraw do Rzeszy w marcu 1939 r. liczba ta wzrosła do 2638 km). Istnieje dość rozpowszechniony pogląd, że Wojsko Polskie nie mogło obronić całej granicy, była ona za długa. Oczywiście, ale Niemcy również nie atakowały na całej długości granicy. Na wojnie nie o to chodzi. W przypadku obrońców (Polski), rzecz w tym, aby odszyfrować, gdzie jest główna koncentracja wojsk nieprzyjaciela (Niemiec). Polacy skutecznie przewidzieli, iż główny atak nastąpi z Dolnego Śląska (wtedy części III Rzeszy) na Warszawę, mniej więcej po trasie Wieluń-Radomsko-Piotrków-Pruszków.

1024px-poland1939_germanplanmap
Główne kierunki niemieckiego ataku

Polska miała większą wiedze na temat warunków naturalnych, gdyż wojna toczyła się na jej terytorium. Tak wiec rodzi się pytanie czy Wojsko Polskie wykorzystało wystarczająco znajomość terenu (lasy, rzeki, jeziora czy wzgórza), aby powstrzymać natarcie Wehrmachtu? Czy łańcuch górski Karpat opóźnił działanie 14 Armii Niemieckiej, atakującej na tym odcinku? Przypomnę, iż Finowie w 1939 skutecznie wykorzystywali swoje warunki geograficzne w wojnie z Armią Czerwoną.

Druga przesłanką klęski wrześniowej, o której z reguły się zapomina, jest pogoda. Pan Bóg był niemiłosiernie łaskawy dla Niemców we wrześniu 1939 r. Późne lato było tak upalne, że studnie wysychały, a żołnierze polscy często sypiali na dworze. Ta piękna pogoda miała duży wpływ na przebieg kampanii. Po pierwsze bezdeszczowa aura w znacznym stopniu umożliwiła działalność niemieckiego lotnictwa czy broni pancernej. Oczywiście deszcz i błoto nie zatrzymałby niemieckich czołgów, ale z pewnością opóźniłby ich marsz w głąb Polski. Mglista, deszczowa pogoda potrafiła jednak unieruchomić lotnictwo nieprzyjaciela, co w perspektywie Września miało ogromne znaczenie. Ponadto, upalne lato 1939 r. skutkowało niskim stanem wód w rzekach. Nasza główna linia obrony (po bitwie granicznej) miała przebiegać na linii wielkich rzek Narwi-Wisły-Sanu. W rzeczywistości we wrześniu 1939 r. czołgi i piechota niemiecka wielokrotnie pokonywały powyższe zapory wodne po brodzie. We wrześniu 1939 r. ta naturalna zapora nie istniała. Na pogodę w 1939 r. nie mieliśmy jednak wpływu. Finom począwszy od listopada 1939 r. Sprzyjało więcej szczęścia, stąd wojna z ZSRR nazywana jest Wojną Zimową.

Trzecia przesłanka klęski wrześniowej, to rozpowszechniony dosyć pogląd, iż Niemcy mieli przewagę liczebną i technologiczną. W rzeczy samej, posiadali więcej żołnierzy, artylerii, czołgów i samolotów. Podgląd ten jest jednak wyolbrzymiany. Przykładowo wpływ samolotów w pierwszej fazie II Wojny Światowej na działanie wojsk bywa przeceniany. Samoloty, utrudniały prowadzenie działań przeciwnika, ale doktryna bezpośredniego wsparcia działań zbrojnych została wprowadzona dopiero pod koniec II Wojny Światowej. W kampanii wrześniowej, niemieckie lotnictwo bombardowało przede wszystkim polską infrastrukturę, miasta paraliżując kolej w celu ograniczenia możliwości manewrów Wojska Polskiego. Również osławiony Blitzkrieg był dopiero wprowadzany, Niemcy nie wiedzieli, jaką będzie miał skuteczność. Czołgi nie zawsze się sprawdzały, m.in. atakując bez osłony piechoty. Niemcy uczyli się jak walczyć czołgami, a Polacy jak z nimi walczyć. To naturalne.

Zgodnie z taktyką wojskową, aby atakujący mógł skutecznie prowadzić działania wojskowe przeciwko obrońcy, musi on posiadać trzykrotną przewagę w liczbie żołnierzy. Takiej przewagi Niemcy nie miały we Wrześniu 1939 r. (1.8 mln do 1 mln zmobilizowanych żołnierzy polskich). Często się jednak zapomina, że żołnierz niemiecki działał na tzw. dopalaczach dzięki wykorzystaniu środku – pervitin był bardziej „wydajny”. Armia Czerwona używała alkoholu, a Niemcy środkiem odurzających, aby „poprawić” wydajność. Jednakże, jak wspominałem, to obrońca zna teren i może go maksymalnie wykorzystać. Oczywiście nie neguje tutaj, iż Niemcy nie miały przewagi, ta przesłanka miała duże znaczenie we Wrześniu 1939 r., ale nie ostateczne. Armia Radziecka miała ogromną przewagę nad Finami na przełomie 1939 i 1940 r., co jednak nie przeszkodziło skutecznie obronić niepodległości Finlandii.

Czwarta przesłanka odnosi się do przygotowania Wojska Polskiego i chciałbym jej poświecić odrobinę więcej miejsca. Przez całe dwudziestolecie międzywojenne Polska przygotowywała się do wojny. W całej Europie czuć było, iż porządek stworzony przez Traktat Pokojowy w Wersalu nie gwarantuje pokoju. II RP od początku swojego istnienia większą nieufnością dążyła naszego wschodniego sąsiada. Z skutkiem takiego podejścia była m.in. fortyfikacja naszej wschodniej granicy na Polesiu (obecnie na Białorusi) została zbudowana tzw. polska „linia Maginota” (oczywiście nie mogła się równać z tą francuską, ale trzeba przyznać był to system fortyfikacji stałych). O ile pogląd ten znajduje uzasadnienie w latach dwudziestych (dopiero co zakończyliśmy wojnę z Sowietami), o tyle w latach trzydziestych był ogromnym błędem w naszej polityce. W 1933 r. Hitler dochodzi do władzy, a polscy generałowie planują wojnę z Sowietami. W 1936 r. Hitler wchodzi do Nadrenii, a polscy generałowie nadal planują wojnę z Sowietami. W 1938 r. Hitler wchłania Austrię, następnie Kraj Sudecki paraliżując Czechosłowację, a polscy generałowie nadal bawią się w planowanie wojny z Sowietami. Dopiero w marcu 1939 r. Naczelny Wódz Edward Śmigły-Rydz wydał rozkaz rozpoczęcia planu Zachód, który odnosił się do ewentualnej wojny z Niemcami. W konsekwencji nasz plan obrony był tworzony w pośpiechu był w wielu miejscach niedopracowany. Niezrozumienie sytuacji geopolitycznej przez polskich polityków i wojskowych miało ogromne znaczenie. Zamiast wzmacniać granice zachodnią, budowano bunkry na Polesiu.

Kolejnym błędem ze strony polskiej było inwestowanie, skromnych wszak środków, w kompletnie nieprzydatną broń (aczkolwiek nowoczesną). Jak już wspomniałem Polska przygotowała się do wojny obronnej (nikt o zdrowych zmysłach w Polsce nie myślał zdobywaniu Moskwy, czy Berlina). Dlatego niezrozumiale jest w ówczesnej sytuacji konstruowanie w Polsce bombowców, czołgów czy posiadanie marynarki wojennej. Polacy są bardzo dumni z bombowca Łoś, który jednak był bronią typowa ofensywną i w konsekwencji bezużyteczny we Wrześniu 1939 r. Bombardowanie niemieckich kolumn pancernych 4-5 września pod Radomskiem zakończyło się stratą 1/4 bombowców. Zamiast konstruować bombowce należało skupić się na myśliwcach (broń defensywna). W ramach „zaoszczędzonych” środków można było dokupić angielskie silniki do posiadanych myśliwców P.7/P.11 i w ten sposób przerobić je na myśliwiec P.24, który z sukcesem bronił powietrza Grecji w wojnie z Włochami w latach 1940-1941.Podobnie było z „polskimi” czołgami 7 TP (właściwie to była przeróbka angielskiego Vickersa E), które w rzeczywistości były lepsze niż większość czołgów niemieckich. Warto pamiętać, że w kampanii wrześniowej nie było bitew pancernych (czołgi na czołgi). Właściwie Wojsko Polskie nie miało żadnej koncepcji wykorzystania czołgów, co potwierdziła kampania wrześniowa większość polskich nowoczesnych czołgów (nie liczę tutaj tankietek) została porzucona z braku paliwa

screen-shot-2016-09-16-at-18-21-25
Zdobyty czołg 7 TP

bądź została wycofana na Węgry i Rumunie. Zamiast inwestować w niepewna broń (jak już w wspomniałem, nie mieliśmy koncepcji, nikt jej nie miał poza Niemcami w tym okresie), można było doposażyć nasze dywizje w armaty przeciwpancerne do zwalczania czołgów. Niemieccy generałowie wspominali po kampanii 1939 r., iż gdyby Wojsko Polskie miało więcej broni przeciwpancernej, niemieckie czołgi zostałyby powtrzymane. Warto dodać, że znacznie łatwiej jest wyszkolić piechotę obsługującą artylerie, a niżeli załogi czołgów.

Ostatni punkt tej przesłanki poświecę Polskiej Marynarce Wojennej, która była kompletnie bezużyteczna we Wrześniu 1939 r. Nasze najcenniejsze okręty – trzy niszczyciele – udały się do Anglii w ostatnich dniach pokoju i skutecznie broniły Wielkiej Brytanii podczas II Wojny Światowej. Pozostałe okręty, które miały bronić polskiego Bałtyku zostały zatopione w pierwszych dniach wojny, bądź internowane w Szwecji. Dwa okręty podwodne przedarły się do Wielkiej Brytanii i skutecznie broniły interesów tego kraju. Nasza marynarka była za mała, aby coś zdziałać we wrześniu 1939 r. Powstaje tutaj pytanie, czy była w ogóle potrzebna? Czy nie lepiej byłoby zużytkować te środki, w warunkach polskich ograniczone, na inne typy broni- łączność, działa przeciwpancerne, czy przeciwlotnicze? W historiografii spotykany jest pogląd, jakoby Polska Marynarka Wojenna była przygotowywana na wojnę z Związkiem Radzieckim. Jest to pogląd całkowicie chybiony- radziecka Flota Bałtycka była w rzeczywistości silniejsza niż cała niemiecka marynarka w 1939 r. Niemcy w czasie wojny z ZSRR zaminowali Bałtyk tysiącami min, aby sparaliżować działalność sowieckich okrętów, a myśmy chcieli zablokować Flotę Bałtycką, przy użyciu 60 min (takie były możliwości polskich okrętów).

Reasumując, polscy generałowie skupieni wokół obozu sanacyjnego popełnili masę błędów podczas przygotowań do kolejnej wojny (obszerny artykuł na ten temat tutaj). Wojsko Polskie nie było przygotowane do wojny pod względem łączności, broni przeciwpancernej, skutecznego lotnictwa (polskie myśliwce były wolniejsze od niemieckich bombowców). Źle zinterpretowano rozwój sytuacji międzynarodowej, jak inwestowano w bezużyteczną broń, co potwierdził Wrzesień 1939 r. Armia Fińska była pozbawiona samolotów, czołgów czy sporej marynarki a skutecznie broniła się przez 4 miesiące ocalając swoją niepodległość.

Piąta przesłanka odnosi się mobilizacji polskiej, a właściwie jej opóźnienia. Prezydent RP I. Mościcki, znany m.in. z tego, iż opuszczając granice w Zaleszczykach okazał Rumunom szwajcarski paszport, ogłosił mobilizację powszechną 30 sierpnia 1939 r. Mobilizacja powszechna to taka mobilizacja, gdy już wiemy, że na pewno będzie wojna. Mężczyźni zostają wezwani do stawienia się do jednostek i wraz ze sprzętem przetransportowani (głownie koleją bądź pieszo w 1939 r.) do miejsc koncentracji. Czas między ogłoszeniem mobilizacji, a rozpoczęciem wojny jest bezcenny. Ogłoszona mobilizacja powszechna 30 sierpnia 1939 r. została pod naciskiem aliantów wycofana i ponownie ogłoszona 31 sierpnia 1939 r. Ten stan faktyczny wprowadził ogromne zamieszanie i bałagan wśród mobilizowanych wojsk. Ponadto nie zdołano przetransportować wszystkich jednostek wojsk nad granicę, w miejsca koncentracji. W konsekwencji 1 września 1939 r. wiele oddziałów „zmierzało” nad granicę, a odziały będące tam i podejmujące walkę były poważnie uszczuplone. Dodatkowego zamieszania wprowadziło niemieckie lotnictwo, bombardując polską infrastrukturę i paraliżując kolej. To przesuniecie mobilizacji o 24 godziny miało ogromny wpływ na przebieg bitwy granicznej. Nie wiemy ile polskich żołnierzy znajdowało się na granicy 1 września 1939 r., z pewnością 20 do30 % mniej niż zakładano.

No dobrze, a kto jednak odpowiada za to opóźnienie? Jak wspomniałem, mobilizacja została opóźniona pod naciskiem rządu francuskiego i brytyjskiego, aby nie prowokować Niemców. Jednakże, rząd polski mógł się sprzeciwić tym naciskom i w trosce o właściwe przygotowanie utrzymać mobilizacje 30 sierpnia 1939 r. Rząd polski popełnił błąd, ufając za bardzo swoim sojusznikom. Swoją drogą proszę sobie wyobrazić, jakim suwerennym krajem była II RP skoro nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia, mobilizacji nie mogliśmy ogłosić, bez „zgody” aliantów? Finowie nie pytali się o zgodę w listopadzie 1939 r., gdy Związek Radziecki “poprosił” o Karelię.

Szósta przesłanka jest związana z jakością dowodzenia polskimi oddziałami we Wrześniu 1939 r. Polscy generałowie, najogólniej rzecz ujmując spisali się miernie popełniając mnóstwo błędów (obszerna analiza znajduje się tutaj).

Duża cześć polskiej kadry oficerskiej wywodziła się z tzw. Legionów. Legioniści to oficerowie, o niewątpliwej ogromnym patriotycznym nastawieniu, ale niestety bez wykształcenia wojskowego. Zdobyte doświadczenie zawdzięczali głównie zwycięskiej wojnie z Armia Czerwona w 1920 r. (większość cześć I Wojny Światowej byli internowani lub służyli na niskich stopniach). Zapomina się jednak wspomnieć, że Armia Czerwona z 1920 r. to była raczej zbieranina, a nie poważna siła wojskowa. Legenda o ocalaniu Europy w 1920 r. przed pochodem bolszewizmu była (i jest obecnie) bardzo silna. Zapomina się jednak, iż w 1920 r. w Polsce działała Francuska Misja Wojskowa (400 oficerów), która szkoliła i „doradzała” polskim dowódcom na poziomie każdej armii. Francuzi umundurowali, wyposażyli i przetransportowali do Polski całą tzw. Błękitną Armię, dostarczyli również najlepsze w tym czasie na świecie czołgi R-17, a Amerykanie lotników. Wielu historyków podaje, że w 1920 . pod Warszawa mieliśmy właściwe przewagę w żołnierzach jak i sprzęcie (bądź wyrównane siły). Kompletnie o tym zapomniano. Pycha polskich dowódców i brak wykształcenia wojskowego wystarczyła na Armię Czerwoną w 1920 r., ale miała tragiczne skutki we 1939 r.

Większość, jeśli nie wszyscy generałowie niemieccy mieli bowiem ukończone akademie wojskowe i 4 letnie doświadczenie sztabowe podczas I wojny światowej. Nasz Naczelny Wódz studiował przed I wojna światową na Akademii Sztuk Pięknych, a następnie Filozofię. Wielu wybitnych dowódców – gen. Rozwadowskiego, Zagórskiego usunięto z Armii po 1926 r. Starcie niemieckiej szkoły wojskowej z polską to jak walka bokserka mistrza świata z amatorem boksu. W realiach kampanii wielu dowódców armii polskich popełniało ogromne błędy- marnie zapisali się gen Bortnowski (Armia Pomorze), Młot-Fijałkowki, a gen. Rómmel, Biernacki, Fabrycy po pierwszych niepowodzeniach porzucili swoje armie. Co ciekawe, Marszałek Śmigły-Rydz nie tylko nie wyciągnął konsekwencji, co „awansował” wspomnianych na wyższe stanowiska (Rómmel został dowodzą Armii Warszawa i koordynatorem „odcinka warszawskiego”, Biernacki Frontu Północnego, a Fabrycy dowódcą tzw. “przedmościa rumuńskiego”). Ponadto, Marszałek Śmigły-Rydz zbytnio scentralizował dowodzenie i w rezultacie we Wrześniu 1939 r. stracił panowanie nad sytuacją. Podczas gdy Niemcy zbliżały się do Warszawy, opuścił miasto i przeniósł swój sztab do Brześcia, co również miało ogromne znacznie psychologiczne dla żołnierzy.

comment_r4duvjsjpwcmcmn5xt4dm4ilfunkfp7cwat
Polski plakat propagandowy. Samoloty na plakacie były w rzeczywistości niemieckie.

Nepotyzm uprawiany w Wojsku Polskim przez marszałków Piłsudskiego i Śmigłego- Rydza miał tragiczny skutek we Wrześniu 1939 r. Oczywiście znaleźli się wybitni dowódcy- Kleeberg, Maczek, Czuma, Orlik-Rückemann, poprawnie walczył gen. Szyling (z zawodu agronom). Generalnie jednak polskie dowództwo zawiodło we Wrześniu nie wykorzystując potencjału żołnierza polskiego, ba często porzucając go w samopas. Zawsze się zastanawiam, co by było gdyby Wojskiem Polskim dowodzili niemieccy oficerowie, a Wehrmachtem polscy. Czy obraz kampanii byłby wtedy inny? Brakowało nam w 1939 r. kogoś pokroju fińskiego marszałka Mannerheima, który skutecznie koordynował obroną w wojnie z ZSRR latach 1939-1940 .

Siódma przesłanka odnosi się do tzw. zdrady aliantów. Dzięki wspomnianym sześciu przesłankach posiadamy już ogólny obraz kampanii 1939 r. Rząd polski posiadał podpisane umowy sojusznicze z Francja i Wlk. Brytania. Oba państwa obiecały przyjść z pomocą Polsce w przypadku niemieckiej agresji. O ile Wlk. Brytania nie dysponowała poważnymi silami lądowymi, o tyle marynarka wojenna była największa (bądź druga w kolejności) na świecie. Lotnictwo również nowoczesne, aczkolwiek mniej liczne w 1939 r. aniżeli niemieckie. W wojnie z Niemcami liczono głównie na pomoc Francji (wspólna granica lądowa z Niemcami, jak i silna armia). Warto jednak pamiętać, że w 1939 r. armia francuska była mniejsza niż niemiecka i zdecydowanie gorzej wyposażona w nowoczesną broń- samoloty, środki łączności. Armia francuska po krwawych doświadczeniach I wojny swoja doktrynę opierała na obronie- stad budowa Linii Maginota na granicy z Niemcami.

Ale wróćmy do zapewnień francusko-brytyjskich. W przypadku agresji niemieckiej państwa te miały wypowiedzieć wojnę Niemcom, co uczyniono 3 września 1939 r.. Następnie Francja zobowiązała się do podjęcia ofensywy 15 dnia od ogłoszenia mobilizacji powszechnej (tj. 17 września 1939 r.). Warto jednak pamiętać, o drugiej stronie medalu. Polskie dowództwo liczyło, że Wojsko Polskie może stawić opór przez dwa miesiące. Niewątpliwe cała ofensywa francuska jak i jej skala zależała wiec od przebiegu wojny w Polsce.

Czy Francja czułaby się zobowiązana atakować, gdyby powiedzmy Niemcy 8 września zajęli Warszawę a reszta wojsk się poddała? Nie. W związku z tym, jeszcze raz to powtórzę ofensywa francuska w głównej mierze zależała od rozwoju sytuacji na froncie polskim. Jak już wspominałem, strona polska oszacowała, że będziemy w stanie bronić się 2 miesiące. Niestety realia okazały się zgoła inne 8 września Niemcy były pod Warszawa, 12 września pod Lwowem (mając naprzeciwko najsilniejszą polską armie –Kraków), a 14 września pod Brześciem. Impet niemieckiego natarcia (spowodowany korzystną pogodą, nowoczesnym ofensywnym sprzętem, spóźnioną mobilizacją polską, błędami polskiego dowództwa) zaskoczył zarówno Polaków, jak i Francuzów. Chciałbym jednak zdementować tutaj ustalenia konferencji w Abbeville, jakoby 12 września Alianci podjęli decyzję o nie udzielaniu pomocy Polsce (obszerny artykuł znajduje się tutaj). Nie zastanawiało Państwa, że powoływanie się na konferencji Abbeville znajduje się w każdej książce z PRL? Propaganda komunistyczna szeroko wykorzystywała argument tzw. zdrady aliantów. Warto jednak wspomnieć, że we wrześniu 1939 r. Brytyjczycy walczyli na morzu z Niemcami, a Francuzi wysłali konwoje ze sprzętem wojskowym do Rumuni, który następnie miał być przetransportowany do Polski. Niestety Armia Polska została szybciej rozbita.

Ósma i ostatnia przesłanka odnosi się do tzw. ciosu w plecy, tj. ataku Armii Czerwonej 17 września 1939 r.. Argument jakoby przegraliśmy głównie z powodu ataku ZSRR jest bardzo popularny obecnie. Niestety jest on kompletnie błędny- korzysta się z niego, aby odwrócić uwagę od polskich “błędów” we Wrześniu. Powiem tak, ja również byłem swego czasu zaczarowany ta koncepcją.

W rzeczywistości rankiem 17 września front polski de facto nie istniał. Nasza główna linia obrony na Wiśle, Sanie i Narwi została dawno przekroczona przez Niemców. Główne związki taktyczne zostały okrążone – Hel odcięty od kraju, nasz „kontrofensywa” nad Bzura utknęła po osiągnięciu 14 km i w kotle kampinoskim znalazły się Armie Poznań i Pomorze usiłujące rozpaczliwie przebić się do Warszawy; Armia Łódź okrążona w Modlinie, Warszawa okrążona, Lwow okrążony, Śląsk, Kraków, Brześć, Białystok w rękach niemieckich. Armie Frontów Północnego i Środkowego znajdowały się na Lubelszczyźnie i tylko kwestia dni dzieliła ich od okrążenia i zniszczenia (co się w rzeczywistości stało i co warto zaznaczyć, bez pomocy Sowietów). Naczelny Wódz Śmigły-Rydz będący w Kutach nad granica rumuńską, z dala od frontu stracił możliwość koordynowania ruchów polskich armii. Taki obraz panował zanim Sowieci wkroczyli.

Pozostałe jednostki improwizowane na tzw. przedmościu rumuńskim były na różnych etapach organizowania. Wielu historyków twierdzi jednak, że mogliśmy się skutecznie bronić. Powiem tak, skoro przez 16 dni nasze najlepsze dywizje nie potrafiły zatrzymać Niemców walcząc na swoim terytorium, znając każdy zaułek i chałupę, to jaką gwarancje mamy, że te improwizowane, nowo-tworzone jednostki zatrzymałyby Wehrmacht? Ponadto Niemcy zajęły większość polskich składów wojskowych (w tym główny w Stawach pod Dęblinem). Nie było logistycznie możliwe przetransportowanie uzbrojenia do nowo tworzonych wojsk w sytuacji, gdy niemieckie lotnictwo panowało w powietrzu. Mowie tutaj o sytuacji 16 września wieczorem.

wojna_inaczej
Tylko w prasie Polacy pokonywali Niemcow

 

Należy również pamiętać, iż na Kresach Polacy byli w mniejszości w stosunku to innych narodowości, które różnie odnosiły się do „polskich panów” i II RP. Niemcy nawet miały planach wykorzystanie nacjonalizmu ukraińskiego posiadając jedną tzw. ukraińską dywizje w swoich szeregach (ostatecznie nie wzięła ona udziału w walkach).

17 września 1939 r. nie był ciosem w plecy. Wkroczenie Armii Czerwonej porównałbym raczej do tzw. kopania leżącego. Amia Polska już dogorywała, wiem przykre to porównanie. Niemcy po 17 września nie tylko zmniejszyli impet natarcia, ale wycofali się z obszarów, które miały przypaść Związkowi Radzieckiemu (pod Lwowem, czy na Podlasiu) i przerzucali wojska na Zachód. Oczywiście nie usprawiedliwiam tutaj agresji sowieckiej na Polskę. Było to jawne złamanie traktatów międzynarodowych, ale nie zmieniło obrazu tej wojny. Jestem nawet w stanie uwierzyć, że agresja sowiecka nie przyspieszyła końca kampanii. Niemcy w ciągu 17 dni zajęły pół-Polski, cały polski przemysł, główne miasta (bądź okrążyli je) i obszar etnicznie „polski”. W ciągu następnych 17 dni skutecznie mogli dobić pozostałe jednostki kończąc kampanie 5 października 1939 r..

Odnośnie 17 września, zasadnicze pytanie pozostaje czy Stalin uderzyłby gdyby Wojsko Polskie tego dnia znajdowało się powiedzmy na linii Narwi, Wisły, Sanu? Gdyby istniał stabilny front polski? Wtedy moglibyśmy mówić o ciosie w plecy. Niewątpliwe Alianci byliby również bardziej chętni to ataku gdyby nie tak szybkie postępy Wehrmachtu. Obie strony uważnie śledziły sytuacje w Polsce.

Jak wspomniałem we wstępnie nie ma jednego jasnego powodu, dlaczego kampania wrześniowa została przegrana w taki a nie inny sposób. W tym artykule starałem się przedstawić obraz obiektywny. Wszystkie przesłanki mają jednakowy ciężar, chociaż jednym poświęciłem więcej miejsca, gdyż chciałem zmierzyć się z niektórymi mitami. Wojnę wygrywa ten, kto popełnia mniej błędów. Niestety nasze dowództwo popełniło ich zbyt dużo począwszy od przygotowania, ocen realnych szans, mobilizacji a skończywszy na bezpośredniej walce. A pogoda, warunki naturalne- zawsze sprzyjają lepszym. Pamiętajmy, Wehrmacht w 1939 r. nie był tym samym, co w kolejnych latach. W tym przypadku czas działał na nasza niekorzyść.

Zapewne nieprzekonanych nie przekonałem. Ale cóż, dziękuję za przeczytanie mojego artykułu.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s